10.09.2010
Nawigacja
· Scholar polski
· Scholar deutsch
· Scholar English
· Scholar français
· Scholar česky
· Scholar slovenčina
· Scholar el español
· Scholar português
· Scholar ελληνικά
· Scholar Italiano
· Scholar Български
· Scholar român
· Scholar Русский

· Nasze tematy, Our topics

· Szukaj, Suche, Search
· Artykuły, Artikel, Articles
· Fotki, Fotos, Photos

· Partner, Sponsoring
· Prasa, Presse, Press
· Kontakt
· Regulamin / Terms of Use
· Notka prawna, Impressum, Legal information

· Blog
· Team
· RSS Feeds (Twitter)

· Datki, Spenden, Donate

· eBook: 'Lovefool' Angellinni
· BE LOVEFOOL
Ostatnie artykuły
· Comment about the Po...
· Komentarz na temat p...
· Wakacyjna akcja pod ...
· Amalia Angellinni ::...
· Car Ball 2010 :: TV ...
Aktualnie online
· Gości online: 2

· Użytkowników online: 0

· Łącznie użytkowników: 124
· Najnowszy użytkownik: mtitsi109
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Wpółlokatorzy
:: Wpółlokatorzy
:: Europa-Wohngemeinschaft
:: European roommates
:: Европа - совместное проживание (сожители)

Wpółlokatorzy

Wyobraź sobie, ze świat to jedna ulica, a na tej ulicy jest kilka domów wielorodzinnych. Każdy z bloków to jeden kontynent. Wtedy Europa to jeden z siedmiu bloków mieszkalnych. Nie za duży, nie za mały. Taki, aby zmieściło się w nim tyle mieszkań, ile mamy państw europejskich, a jedno państwo to jedna rodzina.

Wprowadziliśmy się wspólnie dawno, dawno temu do tego bloku i były i mniejsze i większe sprzeczki miedzy sąsiadami. Wiadomo, jeden drugiemu zalał czasem mieszkanie (przykład: potop szwedzki), niekiedy wyeksmitowano kogoś na jakąś chwilę (przykład: wojny swiatowe). Ale w sumie nie jest źle. Od czasu do czasu wpadaliśmy do siebie poplotkować na herbatkę (przede wszystkim królowie i książęta od średniowiecza po oświecenie) i ustalić strategię porzadku międzysąsiedzkiego. Pożyczaliśmy sobie drobne pieniądze i dzieliliśmy się swoimi odkryciami (przykład: przebieg rewolucji industrialnej). Od jakiegoś czasu staramy się znaleźć porozumienie, sadzimy nawet wspólnie kwiatki na balkonie w duchu ekologii. W międzyczasie nie musimy nawet do siebie zachodzić, wystarczy zadzwonić (są teraz takie atrakcyjne pakiety!) czy wysłać mejla.

Niektórzy z nas założyli nawet unię, wspólnotę mieszkaniową. Raz na jakiś czas jeden z sąsiadów obejmuje pozycję lidera na zebraniach i próbuje zmotywować pozostałych do wykonania różnych zadań.

A teraz zadanie dla Ciebie:

Wyobraź sobie, ze chcesz podjąć jednego z sąsiadów. Z czyjej wizyty byś się najbardziej ucieszył? Wiadomo trzeba sąsiada uraczyć „czym chata bogata”, w koncu „Gość w dom – Bóg w dom”. Takie proste to nie jest. Czym chciałbyś poczęstować sąsiada? Opowieściami historycznymi? Specjałami szefa kuchni? Który z pokoi byś mu pokazał i dlaczego? Co byś raczej ukrył pod dywanem lub schował do piwnicy? Jak byś przedstawił swoją narodową rodzinę? Czy wszyscy Twoi rodacy wzięliby udział w spotkaniu?

A jezeli ty byś szedł w gości – jak to sobie wyobrażasz? Czego oczekujesz po swoich sąsiadach? Na co zwracasz szczególną uwagę? Czy na sytaucję rodzinną sąsiada czy emancypację sąsiadki czy też ich trofea ściągnięte z całego swiata? Jakich rad byś im udzielił?

Cogito ergo sum (Myślę, więc jestem). Podziel się z nami swoimi poglądami! Dodaj swoją opinię!


:: Nasze tematy, :: Unsere Themen, :: Our topics, :: Наше тематы


Komentarze
#401 | Anna Brakoniecka dnia 23.10.2009 12:26
DE:
#352 | Bettina am 23-10-2009 11:36


20 lat po pokojowej rewolucji muzyk Paul van Dyk skomponował hymn o upadku Muru Berlińskiego "We are one" (Jesteśmy jednością), a jego prezentacja odbędzie się 9 listopada przy Bramie Brandenburskiej w obecności przedstawicieli rządów i państw z całego świata podczas obchodów uroczystości rocznicowych. Poza kanclerz Angelą Merkel na miejscu będą prezydent Francji Nicolas Sarkozy, premier Wielkiej Brytanii Gordon Brown oraz rosyjski prezydent Dimitri Medwedew. Poza tym także Michaił Gorbaczow, Lech Wałęsa oraz wielu wyróżnionych Pokojową Nagrodą Nobla. Paul van Dyk wychował się w NRD (Berlin Wschodni) i na krotko przed upadkiem Muru wyjechał z Niemiec. Po obaleniu Muru wrócił do Berlina (urodził się w mieście Eisenhüttenstadt) i zaczął niepowtarzalną karierę. W międzyczasie Paul van Dyk jest nie tylko idolem młodzieży, ale i ambasadorem zjednoczonych Niemiec podczas swoich niezliczonych podróży oraz chętnie witanym rozmówcą dla polityków.
#402 | Anna Brakoniecka dnia 26.10.2009 11:12
ENG:
#329 | Michael am 26-10-2009 08:43


Pokojowa rewolucja z roku 1989 nie tylko doprowadziła do zmian systemów politycznych, ale i ekonomicznych. Doświadczenia firm podczas tej zmiany z gospodarki planowej do gospodarki wolnorynkowej są niewiarygodne! Były bardzo ważnym faktorem na drodze przemian.
#403 | Anna Brakoniecka dnia 26.10.2009 11:36
ENG
#330 | Lucyna am 26-10-2009 08:52


W Berlinie widziałam wystawę poświęconą 20 rocznicy politycznej transformacji w Polsce i wystawa ta była zorganizowana przez Europejskie Centrum Solidarności w Gdańsku. Miała przypominać Niemcom rolę Solidarności, która była ogromna w komunistycznym reżimie, bo nikt w Europie Zachodniej nie docenia odpowiednio (wystarczająco) roli Polski w tym historycznym roku 1989. Wystawa prezentowała wydarzenia aż do upadku Żelaznej Kurtyny, który zmienił jeszcze raz systemy stworzone po konferencji w Jacie w krajach europejskich.
#404 | Anna Brakoniecka dnia 26.10.2009 12:19
ENG:
#331 | Angelina am 26-10-2009 12:14


Jak zapytałam jednego z moich niemieckich przyjaciół, by wytłumaczył mi jak ważna była Rewolucja Pokojowa w NRD dla niego, dal mi do przeczytania prace: Wykład HERTIE, wygłoszony podczas Sympozjum O Niemieckim Zjednoczeniu, 3 października 2008 przez Marianne Birthler, Rządowy Rzecznik odpowiedzialny za Akta Agencji Bezpieczeństwa Byłej DDR. Powiedział, ze tu jest wszystko opisane, ze mógłby się pod tym podpisać. W ten sam sposób czul się i czuje się nadal. Zacytowałam najważniejsze rzeczy (wiem, ze długie, ale bardzo ciekawe i zawiera dużo informacji):

4 października 1989 reprezentanci wszystkich ważnych grup opozycyjnych spotkali się w mieszkaniu w Berlinie i zgodzili się na „Deklarację Zjednoczenia”, której sedno stanowiło zadanie wolnych, tajnych wyborów monitorowanych przez ONZ. Konflikty systemowe NRD i wątpliwości opanowały ludzi: masowy exodus uciekinierów podkreślał polityczne bankructwo liderów NRD, a obywatele widocznie pokazywali swoje niezadowolenie. Niemniej rządząca partia i państwo robiły co w ich mocy, by świętować 40 rocznicę NRD tak jak w poprzednich latach, jakby nic się nie zmieniło. To było straszne. 6 października tysiące młodych członków Organizacji Młodych Wolnych Niemców [ang. Free German Youth, niem. FDJ - AB] maszerowało w procesji z pochodniami w rocznicę i cieszyło oczy liderów rządzącej partii socjalistycznej. 2 tysiące osób zebrało się w Kościele Odkupienia w Berlinie w ramach wydarzenia „Warsztaty dla przyszłości: co dalej NRD?” (Zukunftswerkstatt: Wie nun weiter, DDR?) Deklaracja Zjednoczenia z 4.10. była powitana wielkim aplauzem. Zadanie wolnych wyborów było sygnałem dla rządzącej partii socjalistycznej, co się działo i nie można było tego zignorować.

Poniedziałkowe demonstracje w Lipsku nasiliły się z każdym tygodniem, zaczynały się modlitwy w kościołach i rozprzestrzeniały się do Ringu, czyli otoczenia najważniejszych ulic w centrum miasta. W innych miastach tysiące ludzi zbierało się razem, głownie w kościołach, jedynych miejscach, gdzie można było się zbierać. Większość ludzi nie była katolicka. Przychodzili dzielić się duchem, wymienić informacje, dzielić nadzieje i obawy. Rozmawiali, informowali się, śpiewali, modlili się. “Dona nobis pacem” była jedną z najpopularniejszych pieśni, a ludzie – bez względu czy katolicy czy nie – trzymali się za ręce i śpiewali razem. Może jednym z powodów tego był fakt, ze nie było przemocy w demonstrantach, to byli ludzie, którzy trzymali się za ręce, stali ramię w ramię i śpiewali “dona nobis pacem”, nie rzucali kamieniami. Trzymali świece. Nie było to tylko pokojowe, ale i bardzo mądre. Uderzyć w ludzi, którzy trzymają w rękach kamienie, jest prościej niż w tych, którzy trzymają świece. 7.10., w 40 rocznice założenia NRD, państwo planowało w Berlinie dzień świąteczny. Ale dzień skończył się dramatyczniej i inaczej niż się spodziewano. Na Alexanderplatz mała grupa protestujących weszła w wielki tłum. Policja i siły bezpieczeństwa zareagowały brutalną przemocą. Setki ludzi aresztowano. W tym czasie kościół Gethsemanew dzielnicy Prenzlauer Berg był otwarty niemal całą dobę. Ogromny kościół z neogotyckimi ornamentami z czasów Wilhelminy, dawał miejsce przynajmniej dla 2000 ludzi. Morze świec paliło się przed wejściem. Kościół stal się politycznym centrum dla protestujących Berlińczyków. Wokół kościoła było nieco drzew i krzaków, które odgradzały go od ulicy. Policja i siły bezpieczeństwa nie zdecydowały się uderzyć w to miejsce pod okiem ekip telewizyjnych. W kościele i dookoła niego młodzi aktywiści opozycji trzymali straż za więźniów politycznych.

Przy ołtarzu były baraki na śpiwory i poduszki, bo grupa osób zaczęła strajk głodowy i straż nocną.

W kościele niedaleko był tzw. telefon kontaktowy – sposób do porozumiewania się grup opozycyjnych i innych zainteresowanych. Grupa opozycyjna zainstalowała go kilka miesięcy wcześniej, by moc koordynować różne grupy w całym kraju. Nie było wtedy innych sposobów komunikacji i było tylko kilka telefonów, więc takie źródło było skarbem. Oczywiście wiedzieliśmy, ze telefon był na podsłuchu, byliśmy do tego przyzwyczajeni. Już dawno się nauczyliśmy, ze nasi informanci są wśród nas. Nie mieliśmy nic do ukrycia. Nasz protest był publiczny i w ofensywie. Telefony kontaktowe były szeroko znane i okazało się to bardzo ważne w pierwszych dniach października. Każdego wieczora zbierały się tysiące ludzi w kościele. Najpierw protest przeciw fali aresztowań w Lipsku, ale w międzyczasie wydarzyło się więcej. Wieczór z 7.10. zaczął się jak inne wieczory, aż do czasu, gdy masy ludzi były w swojej drodze z Alexanderplatz do kościoła Gethsemane. Nagle byli okrążeni przez pancerne pojazdy policji i armatki wodne. Pierwsze raporty telefoniczne potwierdzały aresztowania. Ile? Co się z tymi ludźmi działo? Gdzie ich zabrano? Nie wiedzieliśmy ilu ludzi i kto był aresztowany. Robiliśmy notatki z tego, co nam powiedziano. To był początek dokumentacji, która potem była obszernym materiałem dowodowym, który mogliśmy potem przedłożyć i pokazać, jak konsekwentnie policja i Stasi działały wobec nas.

Kolejne dwa dni pełne były niepewności: czy osłabione państwo znowu użyje siły, postara się coraz bardziej odważnych i pewnych siebie ludzi przywrócić do porządku? Niewiele wcześniej Pekin potwierdził swoje poparcie dla Egona Krenza za straszne reakcje chińskiego przywództwa na placu Niebiańskiego Pokoju i dawał do zrozumienia potencjalną pomoc, jeżeli takowa byłaby konieczna. Nie pamiętam, bym się bala, byłam zbyt zdenerwowana. Ale znaliśmy niebezpieczeństwa. Wypisywaliśmy sobie pełnomocnictwa, by w razie aresztowań nasi przyjaciele mogli zająć się naszymi dziećmi. 9.10.1989 to był poniedziałek i dzień modlitw i demonstracji w Lipsku. Ale ten poniedziałek był inny. Liderzy partii i siły bezpieczeństwa były bardziej niż normalnie poddenerwowane. Ciągle dostawaliśmy alarmujące wiadomości za dnia: szkoły i przedszkola w Lipsku zamknięte, szpitale wzmacniały zasoby krwi. Ale coraz więcej ludzi spotykało się Lipsku. Zaprzestali straży w kościołach i wyszli ramie w ramie trzymając się za ręce na ulice. Liderzy SED najpierw dążyli do konfrontacji. 70 tysięcy demonstrantów przeciw 8 tysiącom policjantów, Gwardii Narodowej i Stasi, wzmocnionych przez tzw. siły społeczne partii.

Jednocześnie tysiące ludzi zebrało się w kościele Gethsemane w Berlinie, czekali na informacje i wspierali wzajemnie. Kościół był okrążony przez policje i Stasi, ciągle dochodziło do aresztowań. Czekaliśmy niecierpliwie na wieści z Lipska, bo ten dzień był decydujący dla dalszych działań SED – czy SED była przygotowana na wystąpienie przeciw ludziom przy użyciu siły? Dotarła do nas wreszcie oczekiwana wiadomość: mieszkańcy Lipska byli na ulicach i demonstrowali bez problemu. Ani jeden strzał nie padł. Później podano, ze to lokalne władze Lipska zdecydowały nie używać broni przeciw demonstrantom. Egon Krenz nadal otrzymywał, ze to politbiuro zatrzymało go od przemocy. Potwierdził później informacje. W Berlinie odetchnęliśmy z ulgą. Siły bezpieczeństwa odeszły jak duchy od kościoła, a przed kościołem oczekiwało nas morze świeczek, które zapalili mieszkańcy pobliskich domów. Ktoś wszedł na wieżę i zaczął bić dzwon. Było to trudne do pojęcia: władza była w odwrocie. Jeszcze nic nie było zadecydowane, ale po raz pierwszy czuliśmy wolność. Mam nadzieje, ze mogłam wytłumaczyć dlaczego 9.10. dla wielu ludzi nadal znaczy demokratyczną rewolucję w NRD.

2009 jest rokiem rocznicowym w Niemczech. Na wiosnę Republika Niemiec obchodzić będzie 60 lecie istnienia, na jesieni będziemy świętować 20 lecie tych wydarzeń, które możemy opowiadać fragmentami własnych wspomnień. Pewnie jest to wiadome, ze jeszcze potrwa sporo czasu, by dzisiejsi Niemcy poczuli wspólną historię. Czy Niemcy Wschodni zaakceptują 60-lecie założenia państwa jako swoje święto – trzeba odczekać. 9.10. będzie świętowany w Lipsku, Berlinie i innych wschodnich miastach. Jeszcze dalecy jesteśmy od tego, by razem z Niemcami Zachodnimi cieszyć się wdzięcznie wspomnieniem 9 października jako pierwszej rewolucji z „Happy Endem“. Niemiecka sytuacja wykazuje podobieństwa w innych częściach Europy Wschodniej. Przeważnie nowi członkowie UE z Europy Wschodniej i Środkowej byli wspólnie z NRD w Bloku Wschodnim. Nadal ponoszą konsekwencje 40 lat gospodarki i kultury pod panowaniem komunistycznej dyktatury i nikt nie wie kiedy zagoją się rany spowodowane tyranią, deportacjami i politycznym prześladowaniem.

Ale cierpienie ludzi państw bałtyckich, Polski, Węgier, Czech i Słowacji jest obce Europie Zachodniej. Aksamitna Rewolucja, Śpiewająca Rewolucja Estończyków, Pokojowa Rewolucja w NRD są rozumiane jako integralna część europejskiej historii. Dla nas rewolucja z 1989 była ważnym, uwalniającym wydarzeniem w kontekście historii świata. Załamanie NRD zwane także po niemiecku Wende, koncepcja którą pociągnął Egon Krenz, ostatni I Sekretarz i Przewodniczący NRD w październiku 1989 roku. Co nasi wnukowie i prawnukowie pewnego dnia przeczytają o jesieni 1989 w podręcznikach szkolnych nie jest jeszcze wiadome. Prawie wszyscy protagoniści i antagoniści, zwycięzcy i przegrani, świadkowie czasu i obserwatorzy, którzy jeszcze dziś żyją kloca się bardzo i czasami gorzko o te wydarzenia historyczne. Oczywiście chodzi w tych dyskusjach nie tylko o to, co się naprawdę zdarzyło: świetny stan dokumentacji nie daje możliwości niejasnych spraw, a uratowane akta tajnej policji NRD, Stasi, dają świadectwo. W zasadzie debaty mają większą rolę specyficznych grup i osób, które mają wiele wspólnego z błędami, do których się nie przyznają, i z tym, co sobie wmówili. Ma to związek z bolesnymi stratami światopoglądów, rozczarowaniem, chorobami, chęcią rozliczenia się, z legendami, z kłamstwami historycznymi. Oczywiście chodzi o osoby, które przez 20 lat korzystały z tamtych wydarzeń na własny użytek lub użytek własnych partii, i być może zafałszowały to.

Przykład: pytanie czy te wydarzenia mogą zostać nazwane „rewolucją”. Niektórzy historycy stawiają to pod znakiem zapytania, pytają o specjalną pozycję opozycji. Argumentowali, ze komunistyczni władcy nie byli przegonieni przez protestujących ludzi, ale ze NRD „wybuchła od środka” i partia i rząd skapitulowały ze względów ekonomicznych i nie mogli dłużej płacić na radzieckie siły i mimo upadku muru i płotów coraz więcej ludzi uciekało z kraju. Dlaczego mielibyśmy szanować mężczyzn i kobiet od ruchu obywatelskiego.

Tacy historycy uważają małe grupy opozycyjne są przewartościowane. Więcej nawet, podają, ze demonstranci i protestanci myśleli bardziej o markach zachodnich niż o wolności. Jedyną wolnością o jakiej marzyli były marki zachodnie na odtwarzacze video i inne dobra bez których musieli się obywać przez lata. Wcześniejszym poplecznikiem tej idei był Otto Schily, znany polityk z partii Zielonych i potem SPD, który służył potem w rządzie. Jak podczas wieczoru 18. marca 1990 – w dniu pierwszych wolnych i demokratycznych wyborów w NRD – Schily został zapytany przez dziennikarza, dlaczego obywatele NRD glosowali za partią, która obiecywała jak najszybsze zjednoczenie. Schily rzucił z pogardą banana zamiast dać odpowiedz. Banany były towarem deficytowym w NRD. To prawda, ze grupy opozycji były słabe w NRD i do 1989 roku nie miały żadnego znaczącego wpływu na masy. Częściowo upadek przydarzył się, bo miliony ludzi opuszczały NRD, włącznie z tymi, których siła i radykalizm pomogłyby ruchowi obywatelskiemu. Ważne jest, ze spora część elit, która nie wyjechała na zachód, była skorumpowana i nie zamierzała przyłączyć się do inicjatyw społecznych, aby przyłączyć się do SED. Dlatego nieprawdopodobne jest, ze kilka tysięcy osób byłoby w stanie znacząco wpłynąć na wydarzenia. Lista ich sukcesów jest olbrzymia: nadali masowym protestom formę i głos, zakwestionowali legitymację władzy , zażądali nowych wyborów, zorganizowali prezentacje solidarności dla Rumunów sterroryzowanych przez Ceausescu i dla chińskich studentów. Utrzymywali kontakt na zachód, zachodnich mediów, grup opozycji w Polsce, Czechosłowacji. Dokumentowali także tyranie państwową, formułowali publiczne wartości jak demokracja, samostanowienie i prawa człowieka, organizowali rundy modlitw i protestów przeciw aresztowaniom, zakładali nowe partie polityczne i obsiadali biura tajnej policji. W końcu zabezpieczali akta Stasi przed zniszczeniem, zabezpieczali otwarcie archiwów, przeprowadzili pełną sukcesów zmianę systemu elit.


Źródło: http://www.ghi-dc.org/files/publications/bulletin/bu044/bu44_043.pdf
#405 | Anna Brakoniecka dnia 27.10.2009 11:19
ENG:
#332 | PoTomek am 27-10-2009 10:44


Od 4 czerwca 1989 Polska ma wolne, regularne wybory z dostępem dla każdego (glosować można od 18. roku życia). NRD tylko poszła w ślady tendencji rozpoczętych w Polsce. Wiatr zmian (Wind of change) najpierw wiał w Europie Wschodniej (Polska), a potem rozprzestrzenił się w innych państwach Bloku Wschodniego.
#406 | Anna Brakoniecka dnia 28.10.2009 12:14
ENG:
#333 | David am 28-10-2009 10:39


Polacy domagają się uznania zasług w obaleniu komunizmu
David Crossland, korespondent zagraniczny
5 września 2009


Strajkujący robotnicy założyli w gdańskiej stoczni w 1980 roku Solidarność, pierwszy wolny związek zawodowy w bloku sowieckim, nikt nie ma wątpliwości, kto obalił komunizm w Europie.

„Upadek Muru Berlińskiego był możliwy tylko dzięki temu, co wydarzyło się tu w Gdańsku” – mówi 43-letni Jarosław Żurawiński, który jest przewodnikiem wycieczek przy tym zabytku. „Niestety jednak Niemcy są dużo lepsi od Polaków, jeśli chodzi o propagandę i promowanie samych siebie. Zasługi Solidarności zapadają w niepamięć, nad czym należy ubolewać”.

Ten punkt widzenia podziela wielu Polaków, którzy czują, że to oni ponieśli główny ciężar w walce Europy o wolność, oraz że nie spotkało ich za to uznanie świata w wystarczającym stopniu.

Patrzą w przyszłość z mieszanymi uczuciami frustracji i zazdrości, gdyż Niemcy przygotowują się właśnie do obchodów 9 listopada dwudziestolecia upadku Muru Berlińskiego w roku 1989, a więc świętowania wydarzenia, które przez większość ludzi jest utożsamiane z upadkiem Żelaznej Kurtyny.


Wspomnienie walki w byłej Stoczni Lenina tego portowego miasta nad Bałtykiem jest bardziej żywe, niż kiedykolwiek. Brama wejściowa została udekorowana kwiatami, zdjęciami ostatniego papieża Jana Pawła II, transparentami Solidarności i biało-czerwoną polską flagą.

Parę metrów dalej, pod pomnikiem ponad czterdziestu robotników stoczni zabitych przez milicję i armię w czasie protestu w roku 1970, spoczywają świeże wieńce.

„My jako proletariusze, powinniśmy odbudować kapitalizm” - powiedział Lech Wałęsa, były przywódca Solidarności, w ostatnim tygodniu do zagranicznych dziennikarzy. „Otrzymanie nagrody Nobla dało nam siły do dalszej walki”. Pan Wałęsa był laureatem nagrody Nobla w roku 1983.

Polacy nie twierdzą, że byli jedynym narodem, który walczył przeciw komunizmowi. Ich walkę w latach 70-tych i 80-tych poprzedziło brutalne zdławienie powstania w Niemczech Wschodnich w roku 1953, węgierska rewolucja z roku 1956 i Praska Wiosna z roku 1968.

Historycy i analitycy zgadzają się jednak co do tego, że Polska, w drodze strajków i masowych demonstracji na przestrzeni całych lat 80-tych w pokojowej rewolucji, ośmielona przez polskiego papieża Jana Pawła II, który publiczność w liczbie 3 milionów zainspirował następującymi słowami: „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi”, przyczyniła się w sposób nadzwyczajny do końca komunistycznej władzy.

Mimo ogłoszenia stanu wojennego, zakazania Solidarności, aresztowania opozycyjnych przywódców włącznie z Panem Wałęsą i śmiercią demonstrantów w trakcie masowych demonstracji, dławionych przy użyciu siły przez komunistycznych dyktatorów, rewolucja toczyła się dalej.

A 4 czerwca 1989 roku, po rozmowach między rządem i opozycją, które stały się przykładem dla innych krajów bloku wschodniego, odbyły się w Polsce wybory, które parę miesięcy później doprowadziły do stworzenia rządu nie prowadzonego już przez komunistów.

Polski przełom, tolerowany przez ówczesnego prezydenta radzieckiego Michaiła Gorbaczowa, który ze swej strony dążył do reform, zainspirował całą Europę Wschodnią.

„Polacy są niezmiernie dumni z roli, jaką odegrali w załamaniu się komunizmu. Z ironią twierdzą, że Wałęsa, papież Jan Paweł II i Ronald Reagan byli tymi, którzy obalili komunizm, a Solidarność postrzegają jak pierwsze pęknięcie w bloku, które spowodowało efekt domina” - mówi Adam Jasser, dyrektor programu DemosEuropa, polskiego Think-Tank.

Podczas gdy Polacy ciężko pracowali na pokój, to Berlińczycy byli tymi, którzy rozkoszowali się historycznymi scenami radości, jakie w listopadzie 1989 roku ogarnęły cały świat.

Tego nie dało się uniknąć – obraz Polaków oddających swe głosy w głosowaniu musiał, siłą rzeczy, zostać postrzeżony za mniej symboliczny w porównaniu z tysiącami wiwatujących Berlińczyków stojących na murze i strzelających z korków od szampana. Berlin sam siebie postrzega jako miasto, w którym komunizm został rzucony na kolana i od tego czasu z powodzeniem sprzedaje się w tej roli.

W rzeczy samej nie da się zaprzeczyć, że wschodnioniemiecka rewolucja przyszłą późno i brakowało jej przekonywającej siły Solidarności, która w pewnym momencie liczyła sobie 10 milionów członków – jedną czwartą polskiej ludności.

Masowe protesty w Niemczech Wschodnich nie zaczęły się przed wrześniem 1989 roku pokojowymi demonstracjami w Lipsku i innych miastach. Dziesiątki tysięcy obywateli wyszło naprzeciw upadkowi reżimu w drodze obejścia poprzez Węgry i Czechosłowację, które zaczęły otwierać swoje zachodnie granice.

Pan Wałęsa, który w słowach nigdy nie jest małostkowy, pomniejszył wkład Niemców Wschodnich w pokonanie komunizmu: „Niech z tym swoim murem nie wystawiają się na pośmiewisko” - powiedział. Wszystko, na co ich stać, to „zwiewanie” na Zachód, „podczas, gdy Polska walczyła”, powiedział na początku tego roku.

Polska walczy o korektę tego wrażenia. Były minister spraw zagranicznych, Radosław Sikorski, protestował w maju przeciwko dokumentacji dotyczącej upadku komunizmu, jaka została wyprodukowana przez Unię Europejską, gdyż był zdania, że zbyt wiele zostało ukazane o Murze Berlińskim, a zbyt mało o roli Polski. Kilka scen demonstracji Solidarności zostało dodanych.

Rząd polski wywiesił również na berlińskim Dworcu Główmy i na fasadzie swojej ambasady w centrum Berlina ogromne plakaty, które ukazują sławny posters kampanii Solidarności z roku 1989 – postać Gary Coopera z hollywoodzkiego westernu High Noon, na którym nosi on znaczek Solidarności, a w ręce kartkę wyborczą, zamiast colta. Przesłanie jest jasne: Solidarność samotnie stałą w walce przeciwko złu, tak jak bohater w filmie.

Nie wszyscy Niemcy próbują sobie przyswoić honor Solidarności. „My Niemcy jesteśmy wdzięczni za wszystko, co osiągnęli Polacy i za to, co musieli wycierpieć dla demokratyzacji Europy” - powiedział Klaus Wowereit, burmistrz Berlina, w czerwcu, gdy nadawał panu Wałęsie najwyższe odznaczenie miasta. „Zaczęło się w Gdańsku”.

Jest jednak rzeczą zrozumiałą, że liberalna demokracja nie była nastawiona przyjaźnie w stosunku do obciążonej historycznie stoczni. Bezużyteczne żurawie sterczą w niebo, potężny, rdzewiejący suchy dok stoi pusty, a grożące zawaleniem hale fabryczne z czerwonej cegły stoją rzędami wzdłuż dziurawych ulic. Z asfaltu wyrasta zielsko a miejsce jest przesycone, zdaje się, zapomnianym ekwipunkiem.


Liczba siły roboczej zmniejszyła się z 20.000 do nieznacznie ponad 2.000, a rząd sprzedał w roku 2007 część poważnie zadłużonej stoczni ukraińskiemu przedsiębiorstwu przemysłowemu o nazwie Donbass.

Dla pana Wałęsy, który jest zdania, że miejsce to powinno być zachowane jako pomnik dla robotników, którzy przynieśli Europie pokój, sprzedaż jest herezją. „Ona jest matką Solidarności“ - powiedział były prezydent w trakcie spotkania w swoim przestronnym biurze pod koniec zeszłego tygodnia. „Podzieliłbym tę stocznię na część historyczną i przemysłową“.

Spór między Solidarnością a rządem co do przyszłości stoczni rzucił się cieniem na obchodzone przez Polskę w czerwcu uroczystości związane z dwudziestoleciem historycznych wyborów z roku 1989. Skończyło się tym, że Solidarność i rząd urządziły osobne ceremonie z manifestacją związkową i premierem rządu Donaldem Tuskiem, który przyjął niemiecką kanclerz Angelę Merkel i innych gości daleko na południu Polski, w Krakowie, ponieważ chciał uniknąć przerwania imprezy przez rzucających kamieniami związkowców.

W międzyczasie 65-cio letni pan Wałęsa powiedział, że Europa nie była przygotowana na upadek komunizmu lub następujący rozpad Związku Radzieckiego i że błędy, siłą rzeczy, musiały się zdarzyć. Ale mimo wszystkich tych postkomunistycznych problemów wspomnienie zasług Polski ciągle jeszcze wzbudza w nim nie pozostawiającą wątpliwości radość.

„Zanim przed dwudziestu laty załamał się komunizm, nigdy bym nie uwierzył, że nadejdzie dzień, w którym go już nie będzie, w którym nie będzie już Związku Radzieckiego, w którym Europa będzie zjednoczona i nie stacjonowaliby już żołnierze między Polską a Niemcami” – mówi pan Wałęsa, podczas gdy zaczyna promienieć pod wąsem.

„Musiano by mnie pobić, żebym w to uwierzył. Na myśl o tym byłbym najszczęśliwszym człowiekiem w galaktyce”.
#407 | czytajacy dnia 28.10.2009 23:34
Do Ralph. Przepraszam że tak późno Ci odpowiadam, ale ostatnio bardzo mi brakuje czasu i rzadko zaglądam na nasze forum.
Bank światowy bardzo ostrożnie podniósł prognozę dla Polski na 2010 rok do 1,4% PKB
Według danych naszego Instytutu Badań Gosp. Rynkowej wzrost może wynieść 2,2%
Bank of America/Meryll Lynch podniósł prognozę nawet do 3,5%. Oczywiście to cieszy , ale to są tylko prognozy. Jak będzie? czas pokaże, jednak pewne jest że z kryzysu wychodzimy powoli.
Nie dziwi mnie zbieżność prognoz dla Polski i Niemiec , wszak nasze kraje mają bardzo szerokie powiązania handlowe i przemysłowe.
Dane zaczerpnąłem z Gazety Wyborczej Biz.
#408 | czytajacy dnia 29.10.2009 00:15
Do PoTomka. Tak masz rację ale nie tylko nam Polakom nie podobał się ustrój narzucony siłą. W 1956 zbuntowali się Węgrzy, a u nas Poznań , w bodajże 1965 Czechosłowacja, w 1970 znowu my, grudzień'70 Szczecin i Gdańsk, 1976 znów u nas Radom, potem 1980 sierpień i Solidarność , 1989 znowu my: Okrągły Stół i Pierwsze Wolne Wybory, następnie połączenie Niemiec i obalenie Muru Berlińskiego. Potem Bałtowie , Ukraina , i pozostale państwa (może niezbyt chronologicznie to piszę, ale akurat tu nie jest to istotne), Nikt nie zaprzeczy naszej niemałej roli w obalaniu reżimu z czerwoną gębą.
A tak na marginesie wspomnę tylko że w tamtych czasach nazywano nas najweselszym barakiem we wschodnim obozie.
#409 | Tlumaczenie dnia 30.10.2009 15:00
DE:
#360 | Achim am 30-10-2009 13:22


W Polsce widać zmartwienie, ze zasłużone pierwsze miejsce jest niedoceniane i widać to w każdym obozie politycznym i każdej warstwie społecznej. „Niemcy wygrywają ze swoją legendą o obaleniu Muru Berlińskiego” ostrzegał historyk Andrzej Friszke, Minister Kultury Zdrojewski wniósł skargę, ze Polska jest „ciągle odstawiana” jeżeli chodzi o jej wkład w historię Europy. Jeżeli nie byłoby „4 czerwca”, Mur Berliński stałby do dziś. Polityczna klasa w Niemczech dużo zrobiła, by uspokoić wrażliwych Polaków. /np. wystawa w Bundestagu o polskiej walce o wyzwolenie). Znamy więc hasło „Zaczęło się w Polsce”. Strajki miały miejsce w Polsce już w latach '70tych. Nie zapomnimy o tym.
#410 | Ikarii_84 dnia 30.10.2009 21:24
Pewnego dnia Bóg wezwał do siebie Baracka Obamę, Dimitrija Miedwiediewa i Vaclava Klausa: - Zaprosiłem was, ponieważ jesteście trójką najważniejszych ludzi na świecie, a ja zdecydowałem właśnie, że ten świat się kończy.
Następnego dnia Obama przemawiał w Kongresie: - Mam dwie wiadomości
- dobrą i złą. Dobra jest taka, że Bóg istnieje. Zła, że niedługo nastąpi koniec świata.
Miedwiediew wystąpił przed obliczem Dumy: - Mam dwie złe wiadomości - Bóg naprawdę istnieje i właśnie szykuje koniec świata.
Klaus również wystąpił w parlamencie: - Mam dwie dobre wiadomości. Jestem jednym z trzech najważniejszych ludzi na świecie, a trakat lizboński nigdy nie wejdzie w życie.
Dodaj komentarz
Nick:


Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony

Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
Shoutbox
Nick:

Wiadomość:

Kod potwierdzający:


Wpisz kod potwierdzający:



Nathan
05.09.2010
scholar-online builds bridges between Europeans and I like this idea.

Sarah
05.09.2010
Ich habe Lovefool, Der Narr der Liebe gelesen und ich bin jetzt in diesem Buch verliebt! Danke Amalia!

Marie
29.06.2010
Anna, you and your team are the very best! Your Scholar idea is great and unites Europe. Greetings from France!

Alicja
09.06.2010
Cudowne fotosy z Muse i z Leną! Gratulacje!

Penelopé
07.06.2010
I envy you! You see so many great people and you talk with the best musicians! I wish you further successes! Greets from Greece, P.

Marta
07.06.2010
Muse? Ich koncerty sa najlepsze! Super! Kocham ich!

Xennija
07.06.2010
Anna, it's great that you saw Muse! It's my favourite band ever to me!!!!!!

Krzysiek
15.05.2010
Europejczycy powinni więcej rozmawiać! Zgadza się! Pozdrawiam serdecznie!

PoTomek
14.04.2010
Od kiedy Kaczynski stal sie everybody's darling? Wystarczyl jeden wypadek. A mialo byc tak pieknie.

KN
14.04.2010
W żałobie jak i w stanach euforii ludzie popadają w skrajności. RT @stoerungsquelle: najwazniejsze, zeby spoczywal w pokoju. #Kaczynski mimo wszystko jestem na nie za Wawelem

Kinga.
14.04.2010
Przede wszystkim należy uszanować decyzję rodziny. Wawel? Jestem na tak.

Karolina
14.04.2010
Szacunek, współczucie, smutek, oddanie należnego hołdu Prezydentowi to jedno i z tym chyba zgadzamy się wszyscy lub zdecydowana większość. Ale ta decyzja o Wawelu jest zupełnie nieprzemyślan

Radek
14.04.2010
Przecież to takie jasne - prezydent Warszawy nie pragnał by niczego innego niż pochowania go z dala od ukochanego miasta!! LUDZIE TROCHĘ ROZSĄDKU!!

Janek
14.04.2010
Wawel? to jest bardzo zly pomysl, kosciol katolicki za wszelka cene probuje ugrac cos dla siebie wykorzystujac ta tragedie.

Anna
13.04.2010
Prezydent zmarł w warunkach wyjątkowych, po bohatersku można by powiedzieć, bo leciał do Katynia, by oddać w imieniu całego społeczeństwa hołd męczennikom - argumentował Dziwisz. Jezu, co

Bannery
Nakarm głodne dziecko - wejdź na stronę www.Pajacyk.pl
Statystyka
statystyka
Wygenerowano w sekund: 0.11 861,836 Unikalnych wizyt