31.07.2010
Nawigacja
· Scholar polski
· Scholar deutsch
· Scholar English
· Scholar français
· Scholar česky
· Scholar slovenčina
· Scholar el español
· Scholar português
· Scholar ελληνικά
· Scholar Italiano
· Scholar Български
· Scholar român
· Scholar Русский

· Nasze tematy, Our topics

· Szukaj, Suche, Search
· Artykuły, Artikel, Articles
· Fotki, Fotos, Photos

· Partner, Sponsoring
· Prasa, Presse, Press
· Kontakt
· Regulamin / Terms of Use
· Notka prawna, Impressum, Legal information

· Blog
· Team
· RSS Feeds (Twitter)

· Datki, Spenden, Donate

· eBook: 'Lovefool' Angellinni
· BE LOVEFOOL
Ostatnie artykuły
· Comment about the Po...
· Komentarz na temat p...
· Wakacyjna akcja pod ...
· Amalia Angellinni ::...
· Car Ball 2010 :: TV ...
Aktualnie online
· Gości online: 5

· Użytkowników online: 0

· Łącznie użytkowników: 118
· Najnowszy użytkownik: Maya
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
(E) migranci
:: (E)migranci
:: (E)Migranten
:: (E)migrants


(E) migranci

Coraz częściej zdarza się tak, że rodzimy się i umieramy w zupełnie innych miejscach. W międzyczasie przeprowadzamy się z miejsca na miejsce jak gromada Nomadów. Z Olsztyna do Szczecina, z Lipian do Krakowa, z Norymbergi do Londynu, z Wolkenstein do Nowego Jorku, z Wittenbergi do Moskwy... Tak samo żeglują po morzu życia inni. Są (e)migracje mniejsze i większe. Były i zawsze będą, lecz dzisiaj zdarzają się wędrówki dłuższe niż wędrówka bocianów z Polski do Afryki.

Wyjeżdżamy z rodziną, wyjeżdżamy samotnie. Czasami popracować przez pół roku za granicą i zdobyć nowe doświadczenia, a czasem jedziemy za chlebem i zostajemy gdzieś daleko na całe życie. Czasami bawimy się jeden semestr na Erasmusie, czasami kończymy studia nie w Warszawie, ale już w Hamburgu, Monachium czy Brukseli. Jednym słowem na jakimś krańcu naszej globalnej wioski. A każdy z nas jest jak Krzysztof Kolumb.

Jednak łączy nas jedno: zawsze za czymś tęsknimy. Rozmowy przez telefon, przez skajpa (nawet te z kamera) nie zastąpią prawdziwego, namacalnego kontaktu z rodziną, przyjaciółmi. Zdobywamy jednak nowych ludzi, nowe miejsca i tworzymy nowe rodziny.

Czego Wam najbardziej brakuje zza drugiej strony? Co Was najbardziej zaskoczyło w Nowym Świecie? Jak trafiliście tam, gdzie jesteście?



Cogito ergo sum (Myślę, więc jestem). Podziel się z nami swoimi poglądami! Dodaj swoją opinię!
Cogito ergo sum (Ich denke, also bin ich). Teile Deine Meinung mit uns!
Cogito ergo sum (I think, so I am). Share your opinion with us! Write your comment below!



:: Nasze tematy, :: Unsere Themen, :: Our topics, :: Наше тематы


Komentarze
#221 | Anna Brakoniecka dnia 16.10.2009 17:02
DE:
#169 | Ania am 16-10-2009 16:31


Derya, dziękuję za twój artykuł. Jasno pokazuję fakt, jaka wielka presja i odpowiedzialność ciąży przez to na rodzinie…

Ja sama byłam parę lat temu świadkiem takiego wydarzenia. Mieszkam w Berlinie a wtedy przy Kottbusser Tor w osławionym osiedlu Kreuzberg. Stało się to zaraz przed domem, że nie było możliwości nie zauważyć tego. Wmieszani były osoby, które się dzień w dzień spotykało… Całe szczęście byli „tylko” ranni. Wtedy dopiero uświadomiłam sobie, że nie to nie są tylko nagłówki w gazecie. Lecz że obrona honoru jest rzeczywistością… Myślę, że wiele osób nie zdaje sobie z tego sprawy.
#222 | Anna Brakoniecka dnia 16.10.2009 19:35
ENG:
#160 | Pela am 16-10-2009 18:00


Wg Organizacji Narodów Zjednoczonych ponad 5000 kobiet i dzieci są zabijane co roku w imię zabójstw honorowych. Nie ma wątpliwości, ze te morderstwa honorowe są starsze niż np. Chrześcijaństwo czy Islam. Jednak pytam się, dlaczego nadal to się zdarza? Czy oryginalna kultura nadal działa w Europie? Zabójstwa honoru są nie tylko w UK, ale i w Szwecji.
#223 | Anna Brakoniecka dnia 17.10.2009 13:45
DE:
#171 | Fatma am 17-10-2009 13:15


Mordy honorowe są w południowej Turcji – skąd pochodzi moja rodzina – nadal bardzo rozpowszechnione. Kobiety są zdane na przemoc bez możliwości ochrony, prawie w ogóle nie ma domów dla kobiet, w których mogłyby znaleźć schronienie. Przez rozprzestrzenienie się migrantów mamy także te mordy u nas. Przyjmujemy migrantów ze wszystkimi dobrymi i złymi „tradycjami” i przez to powstają problemy dla nas wszystkich, by się wzajemnie zrozumieć. Ci, którzy dopasują się do naszej „europejskiej” kultury, lamia swoje kulturowe tradycje i muszą za to płacić (mordy honorowe). Ci z nas, którzy chcą się dopasować, wiedza jak trudno jest przyswoić sobie „europejskie” wartości i żyć. Moi rodzice nie są tacy ostrzy, mogłam biegać bez chusty na głowie. Nie mogłam jednak łamać innych reguł. Teraz, jako mężatka, miałam w oczach innych Turczynek wiele szczęścia, bo mój mąż jest Niemcem i pozostawia mi więcej wolności niż „tradycyjny” turecki mąż. Niektóre z moich przyjaciółek są jednak szczęśliwe w małżeństwie, także w tureckiej społeczności. Nie jest tak, ze każda turecka rodzina planuje mord honorowy!
#224 | Anna Brakoniecka dnia 18.10.2009 23:41
ENG:
#162 | Eve am 18-10-2009 21:17


Każdego roku policja w Anglii, Walii i Północnej Irlandii analizuje ok. tuzina podejrzanych morderstw (ponad 500 przypadków rocznie). Ludzie są także zachęcani do mówienia o takich przypadkach z tłem etnicznym i religijnym. Policja analizuje średnio ponad 500 przypadków rocznie, gdzie ludzie zmuszani są lub obawiają się zmuszenia do małżeństwa albo są zastraszani. Potencjalne ofiary i świadkowie powinni zostać objęci programem ochrony świadków, ponieważ stykają się z niebezpieczeństwem, nawet jeżeli nie wypowiadają żadnego stanowiska o o ludziach, którzy wystawiają ich na niebezpieczeństwa.
#225 | Anna Brakoniecka dnia 18.10.2009 23:41
ENG:
#163 | Asra am 18-10-2009 22:10


Islam zabrania tzw. morderstw honorowych. Wielu ludzi nawet o tym nie wie. Za takimi zabójstwami kryje się więcej niż „tylko” religia.
#226 | Iwona dnia 19.10.2009 08:55
To nie islam wymyślił honorowe morderstwa, tylko prymitywna tradycja. Czasami wygodniej jest zwalić problem na islamski radykalizm, niż przyznać, że wynika on z zacofania sporej części kraju. Na całym świecie rocznie dochodzi do pięciu tysięcy morderstw „w obronie honoru”. Nie tylko w świecie islamu. Występują w Ameryce Południowej, do niedawna zdarzały się nawet w Europie – głównie na Sardynii i Korsyce. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu w zachodnim prawie obrona honoru była traktowana jako okoliczność łagodząca na procesach zabójców. Francja zmieniła odpowiedni zapis w swoim kodeksie karnym dopiero w 1975 roku, Włochy w 1981, Brazylia w 1991 roku. Pakistan zaledwie od kilku lat skazuje sprawców na śmierć, ale w Syrii, Jordanii i Maroku dla zabójców „honorowych” wciąż obowiązuje taryfa ulgowa. Kobiety giną także w Europie i wielu czeka zmiana myślenia, tak aby przemoc domowa i morderstwa honorowe zaczęły być postrzegane jako łamanie praw człowieka. Popatrzcie na kobiety-kobietom.com
#227 | Anna Brakoniecka dnia 20.10.2009 12:46
DE:
#175 | Ania am 20-10-2009 10:17


Przy takim zakresie honorowych zabójstw na całym świecie, jak przedstawia Iwona, rodzaj programu ochrony świadków nie może być rozwiązaniem na dłużą metę. Na pewno jest to dobry początek, jednak będzie on ciężko do zrealizowania przy taki rozmiarze.

Przede wszystkim musi nastać u ludzi zmiana umysłowa. Do póki zwolennicy zabójstw honorowych nie zrozumieją, jakie te czyny są okropne i bezsensowne, jeszcze długi czas będą popełniane zabójstwa honorowe.

Problem będzie jednak taki, że ciężko będzie przebić „tradycje” i zastałe szlaki myślenia. Każda zaczęta akcja uświadamiająca od razu zostaje, na przykład w krajach Bliskiego Wschodu, stłumiona w zarodku. To jest błędne koło, które przede wszystkim najpierw trzeba przebić, moim zdaniem.
#228 | Tlumaczenie dnia 27.11.2009 14:00
DE:
#176 | Ulrike am 27-11-2009 12:24


Byłam kiedyś w Azerbejdżanie, mieszkałam tam krotko (jestem dziennikarzem i robiłam tam reportaż). Byłam pod wrażeniem ludzi i tamtejszej kultury. Kultura w Azerbejdżanie należy do najstarszych na świecie i zdobywa więcej znaczenia także poza granicami państwa. Dołożenie skał Gobustan i starówki w Baku do listy dziedzictwa kulturowego świata UNESCO potwierdza znaczenie kultury tego państwa. Azerbejdżan już w 2008 roku zorganizował swój pierwszy rok kultury poza granicami i wybrano Niemcy na partnera. W konsekwencji odbyło się wiele różnych imprez i spotkań kulturalnych w Dreźnie, Berlinie, Bonn, Monachium i Hamburgu. Spotkały się one także z falą zainteresowania odwiedzających zafascynowanych kulturą Azerbejdżanu. Np. wystawą „Azerbejdżan: kraj ognia – historia i kultura na Kaukazie” zainteresowało się 11.000 odwiedzających Etnologicznego Muzeum w Berlinie. A "Tydzień niemiecki na Kaukazie Południowym” zebrał także dużą publiczność, zwłaszcza wśród młodych Azerbejdżanow. W ten sposób została wypromowana wymiana kulturalna między dwoma państwami. Więcej na ten temat można dowiedzieć się poprzez Forum Niemiecko-Azerbejdżańskie (Deutsch-Aserbaidschanisches Forum - DAF).
#229 | Anna Brakoniecka dnia 28.12.2009 14:43
DE:
#177 | Claus am 28-12-2009 11:46


Ostatnio przeczytałem coś ciekawego z tematu emigracja:

Jako dorosłe demokracje i stosunkowo ustabilizowane gospodarki, kraje skandynawskie pozostają spokojnymi wyspami na obrzeżach Europy. Socjaldemokracje dominowały, a ruchy skrajnie prawicowe i lewicowe nie zdobyły znaczenia. Jedynie Vidkun Quisling, przywódca Nasjonal Samling w Norwegii pozostał w pamięci. Uprawiał defensywną i nierzucającą się w oczy politykę, dystansował się od faszystowskich Niemiec i mnie lub bardziej uprawiał politykę „na strusia, chowającego głowę w piasek”. Polityka uchodźców była liberalna: wjazd możliwy był z aktualnym paszportem, zezwolenie na pobyt wydawane było pod warunkiem nieudzielania się politycznie i nierzucania się w oczy publicznie, co oznaczało, ze każdy, kto umiał się sam utrzymać, był tolerowany. Polityczni uciekinierzy otrzymywali azyl, istniały komitety pomocy, które opiekowały się uchodźcami. Największym i najbardziej decydującym problemem było znalezienie pracy. Najpierw największe szanse były w rolnictwie, opiece w domach, stanowiskach naukowych. Do polowy roku 1938 w Danii możliwy był wjazd dla prawdopodobnie 1200-1300 emigrantów, w Norwegii 400-500 i w Szwecji dla 2500-2800 osób. 30-40% stanowili emigranci polityczni, co jest dość dużym procentem. Po zajęciu Danii i Norwegii przez Niemcy, ok. 5700 do 6000 uchodźców wyjechało do Szwecji. Mimo zakazu działalności politycznej, za co groziło wyrzucenie z kraju, życie polityczne i kulturalne kwitło w Szwecji, a skończyło się dopiero po rozpoczęciu wojny. Odżyło po wydarzeniach w Stalingradzie i Afryce. W ten sposób Szwecja należała nie tylko liczbowo, ale i literacko do centrum zycia niemieckiej emigracji w Skandynawii przed zajęciem kraju. Mimo to zawsze był dystans między Szwedami i emigrantami, nie było integracji. Po zajęciu państw ościennych nawet stworzono obozy internowania dla komunistów, który dopiero po zwrocie akcji został rozłożony.

Więcej opisu znajdziecie na: http://golm.rz.uni-potsdam.de/mexiko/Steffen/europa_text.htm
#230 | Karolina dnia 24.01.2010 19:26
Witam!

Ja przepraszam serdecznie za takie wklejenie tekstu, ale uważam to za bardzo interesujący aspekt emigracji! Jeżeli będzie za dużo, niech zespół Scholar-Online wyrzuci czy skróci fragmenty. W poniższym wywiadzie znalazłam aspekty wizerunku Polski, które nie są dla mnie takie oczywiste, a w związku z katastrofalną sytuacją na Haiti, warto przypomnieć, iż Polacy do dziś są tam znani i podziwiani.

Z prof. Leszkiem Kolankiewiczem rozmawia Witold Szabłowski

Prof. Leszek Kolankiewicz urodził się w 1954 w Lipnie. Jest kulturoznawcą, antropologiem widowisk i dyrektorem Instytutu Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego. Napisał między innymi książki: "Święty Artaud", "Samba z bogami" oraz "Dziady. Teatr święta zmarłych"


Polski rząd przekazał dla ofiar trzęsienia ziemi w Haiti ledwo 150 tysięcy dolarów. Nawet gwiazdy Hollywood są hojniejsze niż nasz kraj. Pokutuje chyba myślenie, że nic nas z Haiti nie łączy...

- Łączy nas więcej, niż przypuszczamy. Mamy z tym krajem szczególne związki historyczne. I najbardziej niesamowitą Polonię - całkowicie czarną.

To potomkowie polskich legionistów, których w 1802 i 1803 Napoleon wysłał do walk na Haiti - wtedy San Domingo. Mieli tłumić powstanie czarnych niewolników. Mickiewicz w "Panu Tadeuszu" wspomina generała Władysława Jabłonowskiego, który na San Domingo popłynął jako trzydziestokilkulatek. Za nim - ponad 5 tys. oficerów i żołnierzy z Legionów Dąbrowskiego. Jabłonowski dotarł jako jeden z pierwszych i bardzo szybko zmarł na żółtą febrę; nawet nie doczekał swojego oddziału.

Losy tych legionistów były straszne. Musieli tłumić bunt ludzi, którzy, jak oni, walczyli o wolność. Byli niedostosowani do panujących na wyspie warunków. Nie znali francuskiego, nie umieli walczyć w tropikach. Aż 4 tys. straciło tam życie. Większość zmarła - jak Jabłonowski - na żółtą febrę.

To była potworna wyprawa. Napoleon doskonale o tym wiedział. Później, gdy trafiał na polskich oficerów, upewniał się, czy nie są weteranami z San Domingo. Jeśli byli - opuszczał wzrok. Wstydził się.

Legenda głosi, że Polacy masowo przechodzili na stronę Haitańczyków. Jest też inna legenda, przywołana przez Żeromskiego w "Popiołach". W Saint-Marc Polacy mieli podczas apelu zakłuć bagnetami oddział nieuzbrojonych czarnych towarzyszy broni. Francuski dowódca Fressinet bał się, że przejdą na stronę rebeliantów.

Ani jedna, ani druga raczej nie jest prawdą. Polski oddział, który miał dokonać tej zbrodni, był zbyt mały. Tych ludzi musieli zabić żołnierze Fressineta.

Przechodzenie legionistów na stronę powstańców też nie było masowe. Zdarzało się, gdy dostawali się do niewoli. Nie było wśród nich ani jednego oficera. Ci raczej z rozpaczy strzelali sobie w głowę.

Mimo to twórcy niepodległości San Domingo bardzo Polaków szanowali. To byli dawni francuscy generałowie. Wiedzieli, że nasi żołnierze, jak oni, walczą o wolność. Gdy zwyciężyli Francuzów i powołali pierwszą na świecie postkolonialną republikę, wszystkich białych wycięli w pień. Darowali tylko Polakom. W ich konstytucji znalazł się artykuł 13. mówiący, że Polacy mogą dostać obywatelstwo.

Ale znaczna część tych, co przeżyli, wolała wrócić do Europy. Zostało ich tam w kilku wioskach około dwustu. Do dziś mówi się na nie "polskie wsie", a na mieszkańców - Polacy. Najbardziej znana z tych wiosek - i jedyna, do której udaje się dotrzeć - nazywa się Cazale.

(...)

Polscy legioniści, którzy zostali na Haiti, należeli do jednej z pierwszych polskich emigracji. W tym sensie ich potomkowie, od ponad 200 lat mieszkający w tych samych wsiach, są Polonią. O cazalczykach włoski dziennikarz Riccardo Orizio pisał: "Są zapomnianą przez nas częścią polskości". Oni nie tylko są zapomniani, ale - przez to, że czarni - całkiem wyparci z naszej świadomości. Przecież Murzyn nie może być jednocześnie Polakiem!

Tyle że oni sami za Polaków się uważają. To dla nich bardzo ważne. Są z tego dumni. Historyk Skałkowski podaje nazwiska ich przodków - szeregowych legionistów, którzy wzięli udział w wyprawie na San Domingo. Kowal, Rzepa, Osika, Ptak, Wilczek, Broda. To ludzie o takich nazwiskach tworzyli Cazale. Dziś żaden Polone Nwa - czyli czarny Polak - się tak nie nazywa. Ale to są w linii prostej ich potomkowie.

(...)

Wieś przez wiele lat nie mogła się rozwinąć, bo mieszkali tam rebelianci buntujący się przeciwko reżimowi Duvalierów - okrutnej dynastii, która rządziła Haiti na przełomie lat 50. i 80. To byli ojciec i syn, Papa Doc i Bébé Doc. Wprowadzili na Haiti potworny terror. Utrzymywali grozę m.in. dzięki religii wodu: wmawiali ludziom, że są bóstwami. Papa Doc podawał się za jednego ze strażników cmentarza, najstraszniejszych duchów. Chodził w cylindrze, czarnych okularach i garniturze.

Ich okrutna tajna policja Tonton Macoute dokonała w 1969 roku masakry w Cazale. Zabili maczetami kilkadziesiąt osób, spalili wiele domów. Wieś była w całym kraju symbolem oporu przeciw reżimowi. Nasi czarni rodacy nawet 200 lat później okazali się rebeliantami i walczyli o wolność.

Od 200 lat czekają, że Polacy przyjadą i im pomogą. Tam jest nędza, ubóstwo, a ludzie nie wierzą, że sami mogą coś zmienić. Uważają, że pomóc im to nasza powinność - jesteśmy przecież braćmi. Gdzie jest Polska - dokładnie nie wiedzą. Myślą, że gdzieś w Afryce. Ale jak się zjawia Polak - cała wieś jest zelektryzowana. Staruszek z niebieskimi oczami mnie zapytał: czy przywozi pan nadzieję dla Cazale? Ciężko mi było coś odpowiedzieć.

Kiedy papież przyleciał w 1983 roku na Haiti, witało go w stolicy 50 mieszkańców Cazale - odświętnie ubranych, z biało-czerwonymi flagami. Wybrano takich, co mają najbielszy kolor skóry, i wyciągnięto jako Polonię. Podobno papież bardzo się wzruszył.

Wizyta Jana Pawła II była bardzo ważna dla całego kraju. Papież dwukrotnie wpłynął na bieg historii: wizytą w Polsce w 1979 roku i właśnie wizytą na Haiti. Wprawdzie odwiedził tyrana Bébé Doca, ale wygłosił takie przemówienie, że reżim niedługo później upadł. Pomógł Haitańczykom się wyzwolić. Mówił im: Kouraj! Kinbé fem! Odwagi, bądźcie mocni.

Cazalczycy, którzy witali papieża, wciąż żyją. To dla nich bardzo ważne wspomnienie.


Ja zajmuję się kultem afrohaitańskim - wodu wiele lat, więc prędzej czy później musiałem trafić na Haiti. Okazją był Rok Grotowskiego, w którym czynnie uczestniczyłem. Jerzy Grotowski, twórca Teatru Laboratorium, interesował się kultami afroamerykańskimi. Dla teatrologów powody są oczywiste. Doświadczenie aktora europejskiego - zwłaszcza ze szkoły Stanisławskiego, gdzie w aktorze ożywa duch postaci - jest analogiczne do tych kultów. W wodu w tancerza wstępuje mityczna postać - duch zwany lwa. On ma strukturę osobowości, jest jakby charakterem. Na przykład duch Ogou jest wojownikiem, a Azala - chłopem. Tancerz w transie uosabia charakter tego ducha.

Jednego z mieszkańców wioski Grotowski zaprosił w 1980 roku razem z Saint-Soleil - grupą, z którą blisko współpracował na Haiti - do Polski. To był kapłan wodu Amon Frémon. Trzeba zrozumieć, że my i oni mamy różne narracje. Nasza jest bardziej historyczna, ich - bardziej mityczna. Na przykład Grotowski był dla nich kimś jak oczekiwany mesjasz, który nawiedził Cazale, by zabrać Frémona do ziemi obiecanej - Polski.

Miałem kłopot, bo gdy ich oprowadzałem po Warszawie, całkiem nie wiedziałem, co pokazywać. Zabytki? A co one im powiedzą!?

Wreszcie na Krakowskim Przedmieściu, gdy dotarliśmy do pomnika Mickiewicza, wpadłem na pomysł. Powiedziałem: to jest wielki polski kapłan wodu, który miał kontakt z duchami i napisał wielki obrzęd, w którym się te duchy zjawiają. Wtedy z podziwem patrzyli na Mickiewicza i myślę, że to zapamiętali.

Proszę sobie przypomnieć Polskę końca lat 70. i początku 80. Przez całe lato 1980 trwały strajki. Trwały też manewry Układu Warszawskiego, obawialiśmy się interwencji wojskowej. I niech pan pomyśli, że Grotowski tutaj jakichś Haitańczyków sprowadza. To brzmi jak bajka! I Frémon wizytę w Polsce opowiedział właśnie jako takie chodzenie po lasach - nie wiadomo gdzie ani po co.


Ale wszystko skończyło się dobrze. Strajki zakończyły się podpisaniem Porozumień Sierpniowych. Kto wie, może rzeczywiście Frémon swoimi modłami pomógł Polsce?

medialny obraz Haiti jest dużo gorszy niż rzeczywistość. Ostatnio ktoś z radia pytał mnie o trzęsienie ziemi. Pytanie zaskoczyło mnie i zasmuciło mnie - na wyspie zaczęły się bandyckie napaści na konwoje. Co pan na to?

Zła legenda Haiti ożywa natychmiast. Odpowiedziałem, że w czasie takich kataklizmów rodzi się przede wszystkim solidarność, i mamy na to wiele przykładów. Ludzie gołymi rękami próbują wydobywać ofiary. Napaści? Na pewno nie na większą skalę, niż było w czasie powodzi w Nowym Orleanie.

Lepiej pokazywać solidarność niż napady. Dobrze by było, żeby Polska też się do niej poczuwała. Każdy Haitańczyk zna porzekadło: "Mouin chaje kou Lapologn". Jestem zawsze obładowany - albo naładowany - jak Polska. To znaczy również: jestem zawsze gotów. Taką opinię zostawili o Polsce nasi legioniści. Chciałbym, byśmy dziś umieli ją potwierdzić.


http://wyborcza.pl/1,75480,7486464,Czarna_Polonia.html?as=1&ias=5&startsz=x
Dodaj komentarz
Nick:


Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony

Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
Shoutbox
Nick:

Wiadomość:

Kod potwierdzający:


Wpisz kod potwierdzający:



Marie
29.06.2010
Anna, you and your team are the very best! Your Scholar idea is great and unites Europe. Greetings from France!

Alicja
09.06.2010
Cudowne fotosy z Muse i z Leną! Gratulacje!

Penelopé
07.06.2010
I envy you! You see so many great people and you talk with the best musicians! I wish you further successes! Greets from Greece, P.

Marta
07.06.2010
Muse? Ich koncerty sa najlepsze! Super! Kocham ich!

Xennija
07.06.2010
Anna, it's great that you saw Muse! It's my favourite band ever to me!!!!!!

Krzysiek
15.05.2010
Europejczycy powinni więcej rozmawiać! Zgadza się! Pozdrawiam serdecznie!

PoTomek
14.04.2010
Od kiedy Kaczynski stal sie everybody's darling? Wystarczyl jeden wypadek. A mialo byc tak pieknie.

KN
14.04.2010
W żałobie jak i w stanach euforii ludzie popadają w skrajności. RT @stoerungsquelle: najwazniejsze, zeby spoczywal w pokoju. #Kaczynski mimo wszystko jestem na nie za Wawelem

Kinga.
14.04.2010
Przede wszystkim należy uszanować decyzję rodziny. Wawel? Jestem na tak.

Karolina
14.04.2010
Szacunek, współczucie, smutek, oddanie należnego hołdu Prezydentowi to jedno i z tym chyba zgadzamy się wszyscy lub zdecydowana większość. Ale ta decyzja o Wawelu jest zupełnie nieprzemyślan

Radek
14.04.2010
Przecież to takie jasne - prezydent Warszawy nie pragnał by niczego innego niż pochowania go z dala od ukochanego miasta!! LUDZIE TROCHĘ ROZSĄDKU!!

Janek
14.04.2010
Wawel? to jest bardzo zly pomysl, kosciol katolicki za wszelka cene probuje ugrac cos dla siebie wykorzystujac ta tragedie.

Anna
13.04.2010
Prezydent zmarł w warunkach wyjątkowych, po bohatersku można by powiedzieć, bo leciał do Katynia, by oddać w imieniu całego społeczeństwa hołd męczennikom - argumentował Dziwisz. Jezu, co

Asia
11.04.2010
Lech Wałęsa: Ja im dziś wybaczam, ale oni mi już nie wybaczą. Prawdziwe. Szczere.

Nicky
11.04.2010
The whole world cries with you - Poland! Lech Kaczynski, Polish President and other Polish officials RIP after plane crash yesterday

Bannery
Nakarm głodne dziecko - wejdź na stronę www.Pajacyk.pl
Statystyka
statystyka
Wygenerowano w sekund: 0.11 817,755 Unikalnych wizyt